TRUDNEGO DRUGIEGO ALBUMU – CZĘŚĆ TRZECIA
/15.02.2012

Share on facebook

Po dwóch miesiącach niepokoju, kryzysów egzystencjalnych i wątpliwości, czy piosenka powinna nazywać się „The Sun Shines On” czy po prostu „Sun Shines On”, wszelkie rozbieżności i dylematy zostały przezwyciężone i weszliśmy do studia.

Mimo naszych największych starań, żeby zaaranżować piosenki w sali prób, wymagają one jeszcze trochę dopracowania w studiu – perkusja może brzmieć momentami mniej energetycznie niż planowaliśmy, więc potrzebuje dodatkowego kopa, bas może dyszeć razem z bębnami tracąc melodyjność dźwięków, a gitara zachowywać się jakby grała jakiś inny kawałek! Muzyczny dysonans może stanowić najpiękniejszy detal piosenki, ale może też być toporny, bez sensu, wręcz amatorski i wymagający pilnej reperacji.

Najwspanialszą chwilą podczas nagrania jest moment, kiedy instrumenty, którym wcześniej brakowało wspólnej harmonii, nagle spotykają się i czujesz, że masz tę piosenkę. Czasami – jak w przypadku „Battles and Wastelands” z naszej pierwszej płyty – jesteś w prawdziwym potrzasku poszukując brakującego kawałka układanki, wszystko brzmi niby w porządku, jednak wciąż brakuje wyrafinowania, a potem słyszysz skrzypce w głowie, dogrywasz je i nagle dopełnia się cała piosenka.

Chociaż dopiero rozpoczęliśmy nagranie, utwory brzmią już dobrze, ale my nie chcemy po prostu dobrych piosenek, chcemy eksplodować z głośników. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ta płyta będzie dużo szybsza od pierwszej, dużo odważniej wyprodukowana i zmiksowana, zdecydowanie bardziej ambitna. W przyszłym tygodniu dołączy do nas prawdziwa legenda prosto z Arizony – muzyk, który pomoże nam zaaranżować smyczki do kilku piosenek, poza tym zaprosiliśmy anglojęzycznych wokalistów, którzy zaśpiewają dla nas chórki. Jeśli trudny drugi album nie okaże się w rezultacie większy, dumniejszy i po prostu lepszy od pierwszej płyty, wyjdę na idiotę, który obiecuje diamenty a przynosi śmiech!