TRUDNEGO DRUGIEGO ALBUMU CZĘŚĆ CZWARTA – JEST CORAZ ŁATWIEJ
/19.02.2012

Share on facebook

W zeszłym tygodniu sesja nagraniowa nie poszła tak gładko, jak przewidywałem. Atmosfera w studiu była napięta, momentami miałem nieprzepartą ochotę wezwać taksówkę, pojechać na lotnisko i spędzić resztę moich dni medytując w Tybecie. Najbardziej przeszkadzało mi, że część naszego zespołu pozostała uwięziona w „trybie demo” zamiast przejść na „tryb albumu”. Problem ujawnił się w sposobie grania – odnosiłem wrażenie, że co najmniej jeden z nas, zamiast tworzyć wyjątkowe brzmienia, próbując kreować arcydzieła muzyki, był usatysfakcjonowany odtwarzaniem nut w odpowiedniej kolejności i graniem dżingli bez zaangażowania w proces twórczy. Miałem też wrażenie, że robiliśmy wszystko w pośpiechu – nie wykorzystując naszego czasu w studiu na upewnienie się, że wszystko jest dokładnie tak, jak powinno być. Niemniej jednak, po wielu kąśliwych uwagach i kilku sprzeczkach, nagranie basu, perkusji i gitary rytmicznej w końcu udało się i brzmi naprawdę nieźle.

Chwila, w której  będziemy mogli zacząć poklepywać się po plecach, za powołanie do życia, wypielęgnowanie i doprowadzenie naszych dzieci do punktu, w którym zaprezentują się i zabrzmią zachwycająco, jeszcze nie nadeszła. Mimo to, jestem pewien, że do przyszłego tygodnia będziemy słuchać ich z dumą, radością i satysfakcją, uznając, że były warte wszystkich napięć podczas nagrania. Spodziewam się, że najważniejsze zmiany do aktualnych wersji niektórych piosenek wprowadzi legendarny Steven Fawkes. Sprowadzenie go do nas z Arizony niech będzie żywym dowodem na to, że ​​w muzyce, trzeba mierzyć absolutnie wysoko. Steven będzie odpowiedzialny za zaaranżowanie partii instrumentów smyczkowych. Jego niepowtarzalny styl do tej pory można było podziwiać między innymi w różnych kawałkach jednej z moich ulubionych grup – Eels. Kilka spośród naszych nowych spokojniejszych piosenek osiągnie porównywalną pełnię, której być może zabrakło w utworach z pierwszej płyty. Nie zamierzamy wejść za Stevenem do studia jak banda łowców autografów, za to jestem pewien, że sporo się od niego nauczymy.